Deutsche Gemeinschaft

 


wspólnota niemoecka pojednanie i przyszłóść

o nas
Aktualności
Artykuły prasowe
Archiwum
Członkostwo
Muzeum
Działalność
Kultura
Wydawnictwo
Audycja radiowa
Sport
Działalność dobroczyna
Porady

Statut Rada Niemców Górnośląskich Galeria Kontakt

 

Deutsch Polski Deutsch Polski

Artykuły prasowe



03/2017

Klasa Polskich Panów wstaje z kolan

Gerhard Bartodziej, Bernard Sojka

Przeżywamy okres Wielkiego Postu, który jest czasem pokuty i nawrócenia, czasem intelektualnej odmiany umysłu – zmiany sposobu myślenia i postępowania. Jest też okazją do rezygnacji nie tylko z różnego rodzaju używek, lecz także z wygodnictwa i oportunizmu. Do tego jednak nie wystarczy okresowe zaliczenie rekolekcji, trzeba jeszcze zacząć poznaną na nich wiedzą, kierować się w życiu codziennym. Jeżeli więc na przykład na rekolekcjach usłyszymy, że Pan Bóg nigdy z człowieka nie zrezygnował, ani nie zrezygnuje, to pomyślmy czemu my tak często rezygnujemy z Jego darów, szczególnie z danego nam rozumu. Czy aby nie wynika to z naszego lenistwa intelektualnego. Zauważamy, że mimo niczym nie ograniczonego dostępu do nauki, mamy w kraju coraz więcej „drobnej inteligencji” i domorosłych polityków. To przez nich jesteśmy postrzegani jako naród politycznie głupi, który próbuje leczyć swoje kompleksy wobec Zachodu, wyżywając się na Wschodzie i na UE, którą koniecznie próbujemy urządzić po swojemu.

Pany i chamy Wzmożone leczenie polskich kompleksów nastąpiło po przejęciu w 2015 roku władzy przez PiS. Wtedy liderzy tej partii ogłosili, że „Polska wstała z kolan”, co było kompletnym nonsensem. Powszechnie wiadomo, że w ostatnim stuleciu Polska dwukrotnie wstawała z kolan, ale nie za sprawą PiS-u, a polskiego ludu. Pierwszy raz w latach 1918 – 1921, po I wojnie światowej, kiedy skończyły się zabory i wygrano bitwę z bolszewikami. Drugim razem miało to miejsce w latach 1980 – 1981, podczas Rewolucji Solidarności - jedynym okresie w historii Polski, kiedy władza musiała się liczyć z Narodem. Zaczynamy się jednak obawiać, że coś jest na rzeczy w zapowiedzianym przez PiS wstawaniu z kolan. Ta zapowiedź nie jest, jak się początkowo wydawało całkowicie pozbawiona sensu, gdyż powstała przesłanka, że jest to prawda, chociaż nie dotyczy Polski, tylko odradzającej się klasy Polskich Panów. Potwierdzenie tej tezy można znaleźć w wypowiedzi Prezesa PiS na forum Sejmu, poświęconego próbie odwołania Marka Kuchcińskiego – klasycznego przedstawiciela domorosłych polityków, z funkcji marszałka Sejmu. Zwracając się do swoich adwersarzy, Prezes powiedział to, co mu od dawna w duszy grało: „ (…) Tak jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami w przeciwieństwie do niektórych”. Dodając do tego ciągłe obrażanie polskich obywateli mianem komunistów, złodziei czy gorszym sortem, zaczynamy dostrzegać klarowny podział Polaków na panów i chamów. Przeszłość to siła. Zwróćmy się więc do niej, aby znaleźć receptę na uchronienie z trudem zbudowanej demokracji przed państwem Polskich Panów, a tych nigdy w Polsce nie brakowało, szczególnie na jej wschodnich rubieżach. Już w okresie średniowiecza, polski poeta i prozaik – Mikołaj Rej potrafił zaobserwować narodowe wady i przewidzieć upadek państwa. W utworze „Krótka rozprawa między Panem, Wójtem a Plebanem”, Rej zarzuca szlachcie i duchowieństwu obciążanie chłopów zbyt wysokimi świadczeniami, zadłużanie się, wystawne życie, przekupywanie urzędników, szczególnie w sądownictwie. Do tego dokłada prywatę i ograniczenie umysłowe posłów. Pozytywnie postrzega jedynie wójta, widząc w nim przedstawiciela zdrowego chłopskiego rozsądku i mądrości ludowej. Rej upowszechniał ideę przykładnego życia i ideę służenia Rzeczypospolitej - radził dobrze sprawować urzędy i poważnie traktować nieprzyjaciół. Historia lubi się powtarzać. Po kilku wiekach zauważamy powrót szlachty w postaci partyjnych panów z wszystkimi dawnymi przywarami i interesami, zgromadzonych wokół koryta. Nadal hołdują starej zasadzie - „poznać pana po cholewach”, choć dla nas podatników, koszty tego są niebotyczne.

Polsce grozi ruina Pozostając w poetyce „niebotycznej”, trudno się pogodzić z coraz wyższymi kosztami obsługi rządzących nami „Panów”. Część z nich ma status osoby chronionej i korzysta z tego bez umiaru – w służbie i prywatnie. Jaśnie, jeszcze ludzkie Państwo ma do dyspozycji samoloty, limuzyny pancerne oraz kompanie ochroniarzy i strażników. Pani Premier mówi: „Chętnie podróżowałabym pociągiem. Ale nie mogę”. Szkoda, bo królowa angielska może. Pytamy, czy zaraz podróż w domowe pielesze, na narty czy w odwiedziny do o. Dyrektora, musi mieć znamiona bizantyjskiej ekspedycji. Czy mając do dyspozycji samoloty cywilne, trzeba korzystać z wojskowych bombowców czy transportowców? Beata #2 z kancelarii Premiera tak to tłumaczy: „Oprócz państwa, ważna jest też rodzina”. Pewnie, grunt to rodzinka – Panów. Rodzinka nie oszczędza będących do jej dyspozycji samochodów, nawet tych pancernych. Poruszając się po drogach publicznych z prędkością „potrzebną”, czyli mniej więcej taką, jaką osiągają kierowcy Formuły 1, na zamkniętych torach wyścigowych, kasują hurtowo rządowe limuzyny, powodując wielomilionowe straty. Z kosztami szpanerstwa rządzących musimy się pogodzić, ale nie wolno nam pod żadnym pozorem godzić się na niszczenie przez rządzących młodej, polskiej demokracji i naszej pozycji w UE, gdyż wtedy Polsce naprawdę zagrozi ruina. PiS przejęło Polskę od Platformy i PSL w dobrej kondycji, z dobrą pozycją w UE i z w miarę solidną demokracją i taką powinno przekazać swoim następcom. Ale na to się nie zanosi. PiS nie licząc się z Konstytucją, ani europejską praworządnością, próbuje w Polsce wprowadzić ustrój adekwatny do jej położenia, mieszczący się między europejską demokracją, a rosyjską autokracją - ustrój likwidujący trójpodział władzy. Tymczasem przyjęte w amerykańskiej i wielu europejskich konstytucjach koncepcje Monteskiusza mówią, że prawdziwą gwarancją wolności w państwie może być tylko oddzielenie od siebie władz ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, oraz panowanie prawa jednakowego dla wszystkich. Szeregowy poseł Kaczyński mocno dzierży władzę ustawodawczą i wykonawczą i dowolnie steruje Prezydentem. Pozostała mu jeszcze do zawłaszczenia władza sądownicza, i tę konsekwentnie podporządkowuje sobie „ustawami naprawczymi” tak, że wkrótce już żadna instytucja w państwie nie będzie mu stawiać oporu. Polacy zaś przestaną być suwerenem, staną się przedmiotem, a nie podmiotem polityki. Jednak na drodze do jedynowładztwa stoją instytucje europejskie z którymi zapyziałe PiS nie potrafi sobie poradzi

. Kaczyńskiemu wydawało się, że zamiast rozumu i dyplomacji wystarczy wobec Europejczyków, tak jak wobec Polaków, użyć „kłonicy”. Korzystając z okazji ponownego wyboru Tuska na szefa Rady Europejskiej, PiS postanowiło „wyrwać” Niemcom (?) to najwyższe stanowisko poprzez wypowiedzenie Unii wojny błyskawicznej. Przygotowanie pisowskiego Blitzkriegu trwało zaledwie kilka dni, więc nikogo nie zdziwiło, ze trwał on jedynie 20 minut i zakończył zwycięstwem Unii (Tuska) nad PiS (Kaczyńskim) stosunkiem 27 : 1. Europa pokazała, że ma dość Kaczyńskiego, Szydło, Waszczykowskiego i innych z ich dziecinną, antyniemiecką retoryką i że pozwoli „ich” Polsce odejść. Tylko kto za to zapłaci?

Zapłacą emeryci i renciści Prezydent w Rawiczu powiedział: „Trzeba uczynić wszystko, by Polska nie była wyłącznie Polską jakiejś wąskiej elity, która uważa, że może więcej niż inni. Żeby prawo wszystkich jednakowo traktowało i żeby wszyscy byli wobec niego równi”. Przełożony Prezydenta widzi Polskę odmiennie, tak mówiąc na ostatniej miesięcznicy: „Będzie wolna Polska, będzie prawda o Smoleńsku i będzie klęska tych, którzy są łotrami”. Dziwi nas brak reakcji warszawskich biskupów na udział kapłanów w tych miesięcznicach, gdzie słowa modlitwy coraz częściej przeplatane są obelgami. Nie potrafimy pojąć, w imię czego musimy ponosić coraz większe koszty tych „sabatów” zaczynających mieć znamiona początków wojny domowej. Polityczny spór i obelżywy język przenosi się poza Warszawę. Daje się zauważyć, że pisowska wiara traci rozsądek. Pod krzyżem katyńskim w Krakowie podczas marcowej miesięcznicy, działacz Solidarności wykrzykiwał: „Nie da się już dalej kłamać i udawać, że Platforma to partia polska. To partia jawnie niemiecka, a jej jedynym programem dla Polaków jest obsługa rydwanu pani kanclerz Niemiec i interesów niemieckich.(…) Jesteśmy sami jako naród i państwo wobec niemieckiej dominacji i jej sługusów – zdrajców Polski”. My, emeryci też jesteśmy sami wobec byle jak gospodarujących warszawskich Panów. Znośne dawniej życie emerytów i rencistów zmierza ku wegetacji i niewiele pomoże im to, że doczekali kolejnego marca – miesiąca podwyżek emerytur i rent. Obecna podwyżka sprzyja wyłącznie lepszemu przeżywaniu Postu. Emeryt nie tylko powinien, ale musi pościć, a jeżeli dopadła go już totalna demencja, to może w ramach rekreacji działać politycznie – walczyć o wolność, o prawo i sprawiedliwość, wspomagając tych, którzy go tak szczodrze „obdarowali”. Bogatsi emeryci dostali około 10 zł. podwyżki i mogą po roku oszczędzania udać się do kardiologa lub ortopedy za 120 zł. Emerytki, które na ogół otrzymały po 5 zł. podwyżki, mogą po czterech latach oszczędzania udać się do ginekologa za 250 zł. Pytanie jak się mają kilku złotowe podwyżki emerytur do ostatnio przyznanych żandarmerii dodatków w wysokości 1200 do 3300 zł miesięcznie jest wyłącznie pytaniem retorycznym. Dla jasności, żandarmi to ci wojskowi, którzy ostatnio zasłynęli przeprowadzaniem swojego ministra przez ulicę w miejscu niedozwolonym i rozbijaniem rządowych limuzyn. W tym roku wszystkim obiecano znaczne podwyżki pokrywające koszty wzrostu cen towarów i usług, tylko emeryci i renciści zostali zmuszeni do pokrycia kosztów dobrych zmian +. Nie powinniśmy jednak narzekać, gdyż w Grecji zdążono już 7. krotnie obniżyć emerytury i płace w budżetówce. W końcu ktoś musi zapłacić za rozwydrzenie i bizantyjski styl życia klasy Panów i za ich byle jakie rządy. A kto, jak nie emeryci i renciści, bo młodzi nadal uciekają.

 

Gerhard Bartodziej

Bernard Sojka

Wstecz
wykon: kreatif studio Wszystkie prawa zastrzeżone © Deutsche Gemeinschaft