Deutsche Gemeinschaft

 


wspólnota niemoecka pojednanie i przyszłóść

o nas
Aktualności
Artykuły prasowe
Archiwum
Członkostwo
Muzeum
Działalność
Kultura
Wydawnictwo
Audycja radiowa
Sport
Działalność dobroczyna
Porady

Statut Rada Niemców Górnośląskich Galeria Kontakt

 

Deutsch Polski Deutsch Polski

Artykuły prasowe



WOCHENBLATT.pl Nr 28, 10-16 VII 2015, str. 1

Till Scholtz-Knobloch

Uciążliwy

W 2014 roku były szef Niemców w Polsce, Dietmar Brehmer, powrócił na łono VdG, jednak wydaje się, że opolska „centrala” nie jest tym faktem uszczęśliwiona. Oto psychogram niezrozumienia między obydwoma częściami Górnego Śląska.

„Spotkanie jest początkiem, sukcesem zaś – współpraca” (Henry Ford) oraz „Nie ma religii wyższej od prawdy” – czytamy na drzwiach do jego gabinetu w Niemieckiej Wspólnocie Roboczej „Pojednanie i Przyszłość”, mającej swoją siedzibę w śródmieściu Katowic.

Czyż to nie zaskakujące w przypadku człowieka, który niegdyś należał do grona bliskich współpracowników kard. Stefana Wyszyńskiego? Notabene, od chwili przełomu ustrojowego prowadzi rozległą działalność charytatywną, a o chrześcijaństwie mówi bez cienia świętoszkowatości. Właściwie to jestem wraz nim w drodze na sesję przedwyborczą z Jerzym Gorzelikiem z Ruchu Autonomii Śląska i Martinem Lippą z DFK woj. śląskiego, jednak on robi objazd, omijając główne wejście do siedziby swojej organizacji. Jest punktualnie 16.00. Grupa kilkudziesięciu bezdomnych czeka na ciepły posiłek. Wita się z wszystkimi uściskiem dłoni, lecz jednego odprawia, mówiąc: „Nietrzeźwi nie mają tu wstępu. Mamy konkretne zasady”.

Oto praca, która pochłania go na co dzień. Robi to, dająć przykład, jak w praktyce należy realizować chrześcijańskie ideały, i to reprezentując organizację MN liczącą ponad 12 000 członków. Pytam: – Przed założeniem VdG był Pan quasi-przewodniczącym mniejszości niemieckiej w Polsce. W wyborach do Senatu w 1991 roku zdobył Pan 129 774 głosów, co było świetnym wynikiem, jakiego do dziś nie uzyskał żaden z opolskich Niemców. Czy nie boli Pana to, że w ubiegłym roku przyszło Panu w charakterze petenta prosić o przyjęcie do VdG?

W 1991 roku razem z Henrykiem Krollem, Friedrichem Schikorą, Georgiem Brylką i Karlem Nossolem utworzył Centralną Radę Niemców w Polsce i objął funkcję jej sekretarza generalnego.

Brehmer mówi: – Wie pan, mieliśmy bardzo dobre rozmowy z ministrem spraw zagranicznych Genscherem. Byłem młody, niezależny, pełen euforii. Pierwszy niezawisły rząd RP zaakceptował nasze postulaty, o które dziś znów toczy się spór. A potem, podczas rozmów nagle dowiaduję się od Hartmuta Koschyka, wówczas członka Związku Wypędzonych, że „wypadam z gry”. Bez wyborów, bez otwartej wymiany zdań z kolegami z rady. Myślę, że kręgi BdV chciały mieć na moim miejscu kogoś, kto nie jest niezależny i wykona ich robotę. Kilka dni później przyszedł do mnie do biura Georg Brylka i poprosił mnie o przekazanie pieczątki. I na tym skończyła się historia Rady. Nie użalam się nad tym, lecz raczej boli mnie, że potem dorobiono do tego antylegendę, w której Brehmer stał się kozłem ofiarnym. Do dziś jednak nie pojmuję, dlaczego jako zwyczajny przedstawiciel jednej z organizacji członkowskich, przychodząc na posiedzenie rady VdG w nadziei na trochę pieniędzy na projekty kulturalne w sytuacji, gdy w Opolu wszystkie instytucje otrzymują środki na swoją działalność, muszę wysłuchiwać od Norberta Rascha poniżających słów typu: „Panie Brehmer, ale pańskiej kuchni dla ubogich nie będziemy finansować”, i to zanim jeszcze zdążyłem cokolwiek wyjaśnić.

Zapewne nie do każdego trafia moralizujące usposobienie Brehmera. Na wiejskich terenach Górnego Śląska rzadko spotyka się ze zrozumieniem: – A przecież Katowice były centrum kultury niemieckiej na Górnym Śląsku. Zawsze realizowaliśmy ambitne projekty kulturalne – podkreśla.

Podczas wizyty w rozgłośni radiowej dowiaduję się mimochodem, że każdy program redakcji niemieckiej jest niedofinansowany. Mimo to program funkcjonuje, gdyż redaktorzy do każdej własnej emisji sami dopłacają trzycyfrowe kwoty. W gruncie rzeczy to zdanie nie było przeznaczone dla „Wochenblatt.pl” – powód był inny, nader aktualny, a dla Brehmera bardzo bulwersujący: – Na posiedzeniu VdG na Górze św. Anny ja też zabrałem głos, ponieważ była mowa o założeniu instytutu MN, a my jako wspólnota Pojednanie i Przyszłość posiadamy imponujące archiwum. Nawet Archiwum Państwowe w Katowicach kieruje do nas osoby poszukujące informacji, ponieważ mamy 21 metrów bieżących kart ewidencyjnych z obozów karnych dla Niemców w Polsce czy też licznymi wspomnieniami na temat tragedii z 1945 roku. Zamiast to zauważyć, Rafał Bartek tylko się uśmiechnął. Mój głos nie został zaprotokołowany i do dziś czekam na telefon od niego. Czyżby w Opolu wszystko już było postanowione, a gremium, które ma przygotować instytut, ma jedynie funkcję alibi? Takie mam wrażenie, skoro moje wystąpienie nikogo nawet nie zainteresowało. Zresztą, poza mną tylko Horst Ulbrich z DFK w Kłodzku miał na Górze św. Anny ochotę na dyskusje.

Brehmer opowiada o Holendrze Eriku van Calsterenie, który po przemianach ustrojowych dowiedział się o niemieckojęzycznym programie radiowym nadawanym w Katowicach i dlatego starał się nawiązać kontakt z Pojednaniem i Przyszłością. Informacje o losach van Calsterena są dziś przechowywane w archiwum wspólnoty. Jego rodzice prowadzili w Gliwicach sklep z towarami kolonialnymi. Mając 14, lat Erik trafił do tzw. baraku HJ obozu „Zgoda” – zwanego barakiem śmierci. Szczęście Erika polegało na tym, że niesławny komendant obozu Salomon Morel często chodził do wróżki, która była ciotką Erika. Morel wezwał go na rozmowę i oznajmił mu, że jest Niemcem, bo ma włosy koloru blond, jednak ciotce Erika udało się przekazać mu jego holenderski paszport, dzięki czemu Erik został zwolniony. Spoglądając na mnie, Brehmer mówi: – Czyżby takie dokumenty były im niepotrzebne? Pewnie nic z tego nie wiedzą, bo przecież nie miałem okazji czegokolwiek bliżej objaśnić.

Mocniejsze zespolenie Pojednania i Przyszłości ze strukturami VdG oznaczałoby jednak zintegrowanie resztek niemieckiej inteligencji miejskiej, która nigdy nie miała swojego miejsca w naczelnej organizacji Niemców. Mentalność do dziś dzieli Górnoślązaków, co potęguje fakt istnienia dwóch województw, z których jedno ma charakter wiejski i jest zamieszkiwane przez rodzimą ludność, w drugim zaś potężne

niegdyś niemieckie mieszczaństwo stało się zjawiskiem marginalnym. Do dziś zdają się do siebie nie pasować, a istniejące różnice niełatwo byłoby ze sobą pogodzić. W 1991 roku nie tylko Brylka i Kroll pokonali Brehmera, nie tylko Opole zwyciężyło Katowice, nie tylko wieś wygrała z miastem. Aby móc dziś naprawić błąd konstrukcyjny z 1991roku, należałoby zapewne przyjąć dewizę: „Spotkanie jest początkiem, sukcesem zaś – współpraca”.

Wstecz
wykon: kreatif studio Wszystkie prawa zastrzeżone © Deutsche Gemeinschaft