Deutsche Gemeinschaft

 


wspólnota niemoecka pojednanie i przyszłóść

o nas
Aktualności
Artykuły prasowe
Archiwum
Członkostwo
Muzeum
Działalność
Kultura
Wydawnictwo
Audycja radiowa
Sport
Działalność dobroczyna
Porady

Statut Rada Niemców Górnośląskich Galeria Kontakt

 

Deutsch Polski Deutsch Polski

Artykuły prasowe



Gazeta Wyborcza Katowice nr 145 z dn. 24.06.1999, str. 11

Zabrał Niemcom Górny Śląsk (Tytuł artykułu pochodzi z Gazety Wyborczej)

Dietmar Brehmer

W historii Polski okresu porozbiorowego niewielu byto polityków równych Korfantemu. Jeśli miarą wielkości polityka miałaby być skuteczność, to Korfantego należałoby postawić zaraz po Piłsudskim.

Nic ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że bez Korfantego Polska nie uzyskałaby najbardziej uprzemysłowio­nej części Górnego Śląska. Co oznaczałby dla nowo powstającej Polski brak jednego z najbardziej prężnych ośrodków przemysłowych w Europie - nie tylko w znaczeniu ekonomicznym, ale też i w odniesieniu do kadry pracowniczej - nie trzeba tłumaczyć, zaś zbudowanie przystającego do warunków górnośląskich nowego okręgu przemysło­wego zajęłoby Polsce z pewnością co najmniej okres następnego półwiecza. Wyniki takich zabiegów byłyby zresztą mierne, bowiem Polska nie posiada­ła. poza oczywiście Górnym Śląskiem, złóż węgla kamiennego - nigdzie też nie było tak zdyscyplinowanej i dobrze wyszkolonej, zintegrowanej i karnej społeczności.

Jak wielkie były w tej dziedzinie róż­nice pomiędzy Górnym Śląskiem a Pol­ską, niech świadczy na ten temat opi­nia wielkiego pisarza polskiego Adol­fa Rudnickiego. Pisał on 15 lat po gór­nośląskim Plebiscycie: „zaznaczyć można że różnica pomiędzy Sosnow­cem a Katowicami, których odległość wynosi 15 minut jazdy tramwajem, jest tak wielka, jakby miasta te leżały na dwóch krańcach świata. Uderza to w sa­mym pejzażu ulicznym. Również trak­towanie robotników w Zagłębiu jest znacznie gorsze, a warunków pracy nawet nie da się porównać ze Śląskiem”. Pozyskanie Górnego Śląska stało się sprawą być albo nie być Polski. Cóż, kiedy brak było na to argumentów państwowoprawnych. Śląsk pozostawał po­za Rzeczypospolitą ponad 600 lat i to na mocy aktu państwowoprawnego z ro­ku 1335 w Wyszehradzie, kiedy to król Kazimierz Wielki zrzekł się uroczyście i na wsze czasy wszelkich praw do Ślą­ska. Cala gospodarcza potęga Górnego Śląska, drugiego z kolei regionu prze­mysłowego w Europie i pierwszego w Prusach przed Zagłębiem Ruhry w tym okresie, zbudowana została wy­łącznie siłami państwa pruskiego. Diametralnie różnie od Polaków po­strzegali Ślązacy twórcę Księstwa War­szawskiego Napoleona Bonaparte, mia­nowicie jako zaborcę i wroga. To tu w gliwickiej Królewskiej Hucie wybi­to pierwsze żelazne krzyże, które nada­wano bohaterom „wojny wyzwoleńczej przeciwko Napoleonowi”. Wśród odznaczonych znalazło się również wie­lu Górnoślązaków. Tutaj wyproduko­wano broń, za pomocą której pokona­na została armia Napoleona. Inaczej po­strzegano tu również polskie tendencje niepodległościowe. Rebelia zbrojna by­ła tu nie tylko nieznana, ale i potępia­na. Polskich powstańców lat 1830 i 1863 uważano tu za buntowników przeciwko prawowitej władzy. Nie omieszkał tego podkreślić na ka­towickim rynku Karol Godula, witając i udzielając pomocy uciekinierom z Kongresówki po klęsce powstania styczniowego.

Nieznana tu była literatura polska; wszystkie dzieła literackie pisane by­ły w języku niemieckim. Sam Korfanty, czytając polskie powieści jako uczeń, musiał się dodatkowo posługi­wać słownikiem polsko-niemieckim. W pierwszej wojnie światowej Górno­ślązacy walcząc po stronie niemieckiej czuli się lojalnymi obywatelami tego państwa.

Właściwie był tylko jeden argument, który pozostawał do dyspozycji pol­skich polityków i który zadecydował o podjęciu decyzji przeprowadzenia plebiscytu.

W 1910 roku administracja pruska przeprowadziła na Górnym Śląsku spis ludności. W ankiecie spisu znalazły się również pytania o to, jakim językiem posługuje się zapytywany w życiu prywatnym. W odpowiedzi znaczna część ankietowanych podała język polski, oznaczając tym słowem gwarę śląską, którą w życiu prywatnym posługiwała się większa część ludności pozamiej­skiej. Argument ten, choć nie miał nic wspólnego z poczuciem przynależno­ści narodowej Górnoślązaków, jednak zadecydował w głównej mierze o pod­jęciu decyzji najpierw przez prezydenta USA Wilsona, inicjatora utworzenia państwa polskiego, a później przez Ra­dę Ambasadorów o przeprowadzeniu Plebiscytu. Polscy politycy rościli wprawdzie pre­tensje do całego terytorium Górnego Śląska, spotkali się jednak ze zdecydowanym odporem ze strony Anglii i z wolna powracającego do normalizacji po klęsce wojennej rządu niemieckie­go, a także z gęstniejącą krytyką euro­pejskiej opinii publicznej. Pozostawał jednak jeden jedyny atut, argument i punkt zaczepienia jedno­cześnie. Była nim osoba gorliwa, nie­zwykle uzdolniona politycznie, oddana sprawie i doświadczona w walce poli­tycznej w warunkach demokracji - Wojciech Korfanty. W 1903 wybrany do niemieckiego Re­ichstagu, a w 1904 do pruskiego „Pre- ussische Abgeordnetenhaus”, w obu tych izbach wyprofilował się jako ob­rońca górnośląskich Polaków, których prawa narodowe i socjalne - jego zda­niem - były w państwie pruskim gwał­cone. Ostrzej, aniżeli polscy posłowie z Poznańskiego, występował przeciw­ko, jak twierdził, dyskryminacji Pola­ków w państwie pruskim, a szczegól­nie na Górnym Śląsku. Czynił to z ogromną pasją i przekonaniem: w jego domu wisiały portrety wszystkich królów polskich w kolejności chronologicznej.

Uwikłany jednak w kilka afer finansowych. w tym również z jego powodu upadłego „Silvana-Bank”, wycofał się z życia publicznego i do wybuchu pierwszej wojny światowej żył w odosob­nieniu w Berlinie.

Gdy wybuchła wojna, zgłosił się do służby rządu niemieckiego mocno przekonany o rychłym zwycięstwie państw środka. Jako współpracownik „Zentrallstelle für Auslandsdienst” zaj­mował się propagandą wojenną. Już jednak w kwietniu 1918 roku Korfanty staje do wyborów uzupełniających do Reichstagu i znowu uzyskuje mandat. Natychmiast angażuje się w dzieło budowy państwa polskiego, które - zgodnie z jego zamiarem - obejmo­wałoby nie tylko dawne, przedrozbio­rowe ziemie polskie, ale także Górny- Śląsk.

Kiedy, pomimo polskich nacisków po­litycznych, w Wersalu zapadła decyzja, iż o przyszłości Górnego Śląska zade­cyduje jednak plebiscyt, otrzymuje no­minację rządu warszawskiego na ko­misarza plebiscytowego. Utworzony przez niego, w oparciu o polskie fun­dusze, aparat propagandowy, był wprost imponującym dziełem.

Jeżeli sztuka intrygi stanowiłaby mia by w pierwszym szeregu. „Polityczna intryga to jego jedyna nadzieja, przy po­mocy której pragnie osiągnąć swój ży­ciowy cel - włączenie Górnego Śląska do Polski „ - pisał Max Bohme. Korfanty zdał sobie dobrze sprawę z te­go, iż na drodze prawnej nie ma już w tej sprawie żadnych szans, że ani ten or, ani wojna domowa nie doprowadzą do te­go celu. „Górny Śląsk był zbyt mocno powiązany z Rzeszą Niemiecką” - pi­sał znawca problemu E. Wasruk w 1921 roku.

Korfanty nie cofał się przed niczym, aby wszelkimi dostępnymi mu środka­mi i sposobami skłonić mieszkańców obszaru plebiscytowego do głosowania za Polską. Zakupił, względnie założył, kilka gazet, które przepełnione były ha­słami wyborczymi i obietnicami. Chło­pom obiecywał reformę rolną, nieposiadąjącym domów - dom, ziemię, a na­wet krowę - wszystko na koszt ubez­własnowolnionych i wypędzonych Niemców. O głosy robotników zabie­gał szermując hasłem „kopalnie i huty będą należały do was”. Do głęboko wie­rzącej katolickiej ludności Górnego Ślą­ska zwrócił się z polaryzującym hasłem „niemiecki - ewangelicki, polski - ka­tolicki”.

W tym czasie znakomicie radził sobie z przewartościowaniem różnic narodo­wych, socjalnych i religijnych na glo­sy wyborców.

Ważną funkcję w jego walce odgry­wał terror, utworzył w tym okresie tzw. bojówkę polską, która, posługując się psychicznym i fizycznym terrorem, a nawet morderstwem, wprowadzała element zastraszenia. Nie wahał się ani na moment, by unicestwić przeciwni­ków ze swojego własnego otoczenia, którzy przestali się z nim zgadzać. Na jego rozkaz np. został rozstrzelany je­den z jego najbliższych współpracow­ników Teofil Kupka. Jednakże sprzeciwiał się zdecydowa­nie otwartej walce militarnej, za którą opowiadała się część powstańców, a przede wszystkim polski korpus ofi­cerski. Korfanty liczył na zwycięstwo w plebiscycie. Dopiero kiedy doszła wiadomość o jego przegraniu, zdecy­dował się na zastosowanie środków mi­litarnych. 3 maja 1921 roku, w dniu święta narodowego Polaków - Konsty­tucji 3 maja, rozpoczęło się tzw. trze­cie powstanie, które swoim okrucień­stwem przerosło dwa poprzednie.

Na jego czele stanął Wojciech Korfan­ty, zaopatrzony przez rząd Polski we wszelkie pełnomocnictwa „Dyktatora”. Podstawę użytych jednostek militarnych stanowiły regularne jednostki wojsko­we sprowadzone z Polski. Połączyły się one z jednostkami powstańczymi, a także członkami jego „bojówki pol­skiej”. Celem tej akcji było zajęcie ca­łego terytorium plebiscytowego.

Dopiero wprowadzenie do walki utwo­rzonego w pośpiechu „Selbstschutz Oberschlesien” zastopowało sukcesy powstańcze i spowodowało ich panicz­ny odwrót.

W tej beznadziejnie rysującej się sy­tuacji pokazał się w całej pełni talent polityczny Korfantego. Zaproponowa­ne przez niego i przyjęte przez Radę Ambasadorów zawieszenie broni poz­woliło mu zachować kontrolę nad znaczną częścią obszaru plebiscytowe­go. Zaproponował podział Górnego Ślą­ska zgodnie z tzw. linią Korfantego, któ­rą w Wersalu przedstawił później Ro­man Dmowski i która to linia, pomi­mo angielskich sprzeciwów i niemiec­kich protestów, została zatwierdzona 20 października 1921 roku.

W pierwszych tygodniach po przeję­ciu części Górnego Śląska wraz z prze­ważającą liczbą kopalń, hut, zakładów pracy przez Polskę, Korfanty był naj­bardziej fetowanym obywatelem Rze­czypospolitej. Porównywano go do twórców Stanów Zjednoczonych Ameryki Jerzego Waszyngtona i określano ja­ko drugiego w zasługach Syna Narodu po Piłsudskim. Można było oczekiwać, iż zostanie wojewodą śląskim, jednak jego ambicje sięgały dużo wyżej. Po­czuwał się być powołanym do kierowa­nia całym krajem. Tu natrafił jednak na zdecydowany opór samego Piłsudskie­go. Kiedy w 1922 roku Korfanty otrzy­mał propozycję prawicowych ugrupo­wań utworzenia gabinetu, Piłsudski sprzeciwił się temu w sposób katego­ryczny, będąc przekonanym, iż Korfan­ty nie jest figurą integrującą naród pol­ski. Były również i inne powody; Pił­sudski, znany ze swojego skromnego stylu życia, nie akceptował stylu życia Korfantego, polegającego również, zda­niem Marszałka, na dążeniu do uzyski­wania osobistych korzyści materialnych. Zarzucano mu ponadto, iż w czasie wal­ki plebiscytowej przywłaszczył sobie pieniądze rządowe. Podawano różne te­go przykłady, jednakże jedno nie ule­ga wątpliwości, to mianowicie, że Kor­fanty należał do wąskiego grona osób, które najbardziej się wzbogaciły na po­dziale Górnego Śląska.

Wówczas jednakże, w najwyższym punkcie swojej popularności, Korfanty opowiadał się zdecydowanie za wielo­raką integracją Górnego‘ Śląska z Pol­ską, za polonizacją tutejszej gospodar­ki, za poszanowaniem praw narodo­wych mniejszości niemieckiej w opar­ciu o ramy Konwencji Genewskiej. Ostrzegał przed dyskryminacją mniej­szości niemieckiej, bowiem jak mówił, „wraz z Niemcami ze Śląska odejdzie niemiecki kapitał“. Polityka integracji, jak utrzymywał, winna prowadzić do asymilacji Niemców w Polsce. Zdecy­dowanie zwalczał występujące tu ten­dencje separatystyczne - autonomicz­ne, wychodząc z założenia, iż zagraża­ją one właśnie owej tendencji integra­cyjnej. Również „Statut Organiczny“ dla Górnego Śląska znalazł się pod ostrza­łem krytyki. Jego zdaniem wzmacniał on tendencje autonomiczne.

Jednakże wszystkie jego dotychcza­sowe koncepcje i zapatrywanie uległy całkowitej odmianie po przewrocie majowym w 1926 roku. Teraz tezy o autonomii Górnego Śląska stały się bronią przeciwko reżimowi Sanacji. Korfanty zaczyna się rozglądać za so­jusznikami we wszystkich politycz­nych obozach. Ostrzega mniejszość niemiecką, iż znalazła się obecnie w sytuacji, która zagraża jej istnieniu. Po­piera górnośląskie tendencje autono­miczne. Wyraża obawę o utratę lokal­nej tożsamości i ostrzega przed niebez­pieczeństwem płynącym ze strony przybyłych tu z różnych stron Polaków. Korfanty ubiega się w tym czasie o po­parcie mniejszości niemieckiej, ostro krytykując górnośląską Sanację, która w osobie wojewody Grażyńskiego pre­zentuje ukrytą i jawną wrogość do Niemców.

W swoim „Apelu do Górnoślązaków“ w 1928 roku, pisze m.in.: „w pełni ro­zumiem niemieckojęzycznych obywa­teli polskich, gdy łączą się w obronie swojego języka ojczystego i swoich na­rodowych praw“. Nawet hasła separa­tystów śląskich „Śląsk dla Ślązaków“ spotykają się teraz z jego sympatią, cho­ciaż nigdy nie przyszło mu na myśl od­dzielenie Górnego Śląska od Polski. Ostro krytykuje rządy sanacji oskarża­jąc je o doprowadzenie do masowego bezrobocia i istotnego spadku produk­cji górnośląskiego przemysłu.

„Inaczej wyobrażałem sobie Polskę, o którą walczyłem i za którą cierpia­łem“ - oświadczył gorzko.

Jego wysiłki obalenia rządu sanacyj­nego spełzły na niczym. Walki Korfan­tego z Sanacją nie powstrzymało na­wet jego uwięzienie w Twierdzy Brze­skiej w 1930 roku.

W 1935 roku został zmuszony do opuszczenia Polski pod zarzutem organizowania opozycji przeciwko Sanacji za granicą w tzw. Froncie Jutra.

Gdy wrócił do kraju w 1939 roku, zo­stał znowu aresztowany przez epigonów Piłsudskiego.

Zmarł 17 sierpnia 1939 roku na krót­ko przed wybuchem II wojny świato­wej. Dwa tygodnie po jego śmierci wschodni Górny Śląsk był znowu nie­miecki. Większość jego mieszkańców witała armię niemiecką z nieukrywaną radością, mając nadzieję na pozytywne zmiany swojej sytuacji pogorszonej 17- letnimi rządami polskimi. Jednakże ostry kurs reżimu narodowosocjalistycznego na Górnym Śląsku nie różnił się wcale od innych części Niemiec - byt nawet gorszy. „Kto mówi po polsku jest naszym wrogiem”. Pod pojęciem „po polsku” rozumiano również gwarę ślą­ską. Mieszkańcom polskiego Górnego Śląska przydzielono tzw. Volkslisty, które budziły antyniemieckie resenty- menty, a które wcześniej rozniecił Kor­fanty w czasie walki plebiscytowej. Jed­nakże grób jego w tym czasie zawsze był pełen kwiatów.

W ostatnim okresie Wojciech Korfan­ty powrócił do łask. Stawiane są jego pomniki i popiersia. Jego imieniem na­zywa się główne ulice miast i szkoły.

Przed ponad dwudziestu laty w połud­niowej części miasta Siemianowice, gdzie urodził się Korfanty, zbudowano osiedle mieszkaniowe. Na tym samym terenie, dużo wcześniej, w 1945 roku znajdował się obóz koncentracyjny, w którym polskie władze komunistyczne zamęczyły na śmierć setki górnoślą­skich Niemców. Wielu z nich było nie­wątpliwie ofiarami denuncjacji swoich własnych krajan.

Owo osiedle zbudowane na doczes­nych szczątkach niemieckich Górnoślą­zaków nosi miano Wojciecha Korfan­tego.

Wstecz
wykon: kreatif studio Wszystkie prawa zastrzeżone © Deutsche Gemeinschaft