Deutsche Gemeinschaft

 


wspólnota niemoecka pojednanie i przyszłóść

o nas
Aktualności
Artykuły prasowe
Archiwum
Członkostwo
Muzeum
Działalność
Kultura
Wydawnictwo
Audycja radiowa
Sport
Działalność dobroczyna
Porady

Statut Rada Niemców Górnośląskich Galeria Kontakt

 

Deutsch Polski Deutsch Polski

Artykuły prasowe



Fabryka Silesia 2/2013

Dietmar Brehmer

Co sądzę o staraniach Ślązaków o uznanie etnolektu śląskiego za język regionalny.

Najpierw uważam, że starania o uznanie etnolektu śląskiego za język regionalny są podstawową formą zabiegów o uzyskanie określonej podmiotowości i tożsamości mieszkańców Górnego Śląska. To dla mnie oczywiste! Jednakże trwające już ponad dekadę zabiegi, starania instytucji, organizacji czy znaczących osób nie przyniosły dotąd zamierzonych efektów. Z pewnością powodów jest kilka lecz jeden wydaje się zasadniczy, istotny, koronny.

Jest nim błędnie skonstruowana, źle przygotowana koncepcja, niewyróżniająca istotnie etnolektu górnośląskiego z języka polskiego. Z całego górnośląskiego kontinuum dialektycznego – od form skrajnie niemieckich do skrajnie polskich wyodrębniono formy polskie. Patriotyzm i polonocentryzm zdominowały koncepcję wniosku, osłabiając – z punktu widzenia logistyki - skuteczność osiągnięcia celu. Mnie się wydaje, że w formie wnioskowanej nie było szansy na uznanie języka śląskiego za język regionalny, skoro nie różnił się znacząco od polskiego.

Brałem udział we wszystkich posiedzeniach Sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych poświęconych propozycji uznania języka śląskiego bądź języka mniejszości narodowej bądź etnicznej, a wcześniej uczestniczyłem w kilku posiedzeniach tzw. grupy standaryzacyjnej profesor Jolanty Tambor. Wrażenia były podobne. 

Przedstawione przykłady, formy, propozycje były dokładnie zrozumiałe przez wszystkich – zarówno oczywiście przez autorów projektów, jak i Komisję Sejmu Rzeczypospolitej oraz ekspertów z Polskiej Akademii Nauk, czyli osoby, które przecież języka, który miał być uznany za odrębny, nie znały. Na pierwszym posiedzeniu Alojzy Lysko odczytał poruszający wiersz o śląskim sercu, który faktycznie wzruszył obecnych, lecz wszyscy go przecież doskonale zrozumieli.

Podobnie było na posiedzeniu z udziałem wówczas przewodniczącego Komisji Kazimierza Kutza. Głównym referentem był poseł Marek Plura, który obszerne, niezwykle fachowe i sprawnie przygotowane wystąpienie zakończył lirycznym, wzruszającym wierszem w języku śląskim. Wiersz wzruszył uczestników, lecz wywołał też refleksję, że jest powszechnie zrozumiały. Członkom Komisji i ekspertom umknął już pierwszy, niezrozumiały dla nich fragment wystąpienia Kutza: „To jo sie pytom kaj my to ajntlich som” (powszechnie używane słowo od eigentlich – właściwie).

Otóż to! Aby etnolekt górnośląski został uznany, trzeba było go zaprezentować w formie najbardziej różniącej się od języka polskiego i  najbardziej dla Polaków niezrozumiałej. Zabrakło prezentacji znacząco istotnych form gramatycznych, stylistycznych, fleksyjnych, słów niemieckich i czeskich, które wyraziście odróżniają  go od polskiego. 

Tam wszędzie na Górnym Śląsku, gdzie styliści językowi nie docierają, to Ślązacy sztrykują i heklują, biglują, stroją krisbaum, kładą tisztuch na tisz, trzepią tepichy na klopfstandze, do przykrycia mają deka, na banhof idą na zug a na byfyju tyż stoi szklonka tyju, kurzą cigarety, fedrują. Grają fusbal do halbzajtu, strzelają tory, grają na aus, biją w laty, eki i elwry z kapy i z efyja. Dzieje się to wbrew zabiegom Radia Katowice i jego audycjom „Po naszymu czyli po śląsku” i „Ligoniowe Radio”, czyli programów o wyjątkowo silnej promocji w odróżnieniu od np. dyskryminowanego „Górnośląskiego Magazynu Mniejszości Niemieckiej”, gdzie prezentowane są również i formy niemieckie.

Przypomina to Smolorzowy Śląsk wymyślony, w którym pisał o wymyślonej śląskiej mowie, wydedukowanej najpierw przez Stanisława Ligonia, a potem przez Józefa Ponityckiego, współtwórcę „Radiowej Czelotki”, i przez rodzimych polonistów. Znam wiarygodne osoby, które uczęszczały do szkoły w pobliżu Lublińca, w której polonistką była obecnie znacząca osobistość, zajmująca się gwarą śląską, która karała uczniów za używanie śląskiej, autentycznej, nacechowanej wyrazami i zwrotami niemieckimi gwary. Ale należałoby też podkreślić pozytywne efekty konkursu „Gazety Wyborczej” - „Jednoaktówki po śląsku”. Jego laureat Roman Gatys w dialogach dramatu o kopalni użył fantastycznej, prawdziwej śląskiej gwary. Wystarczyłoby tylko z niego zaczerpnąć jak z czystej studni.

Starania o uznanie górnośląskiego etnolektu za język regionalny mają szansę realizacji tylko w wypadku opracowania i przedstawienia go w formie autentycznej i różniącej się naprawdę istotnie od języka polskiego. Możliwa jest niestety również opcja inna, że z biegiem czasu język śląski zostanie po prostu zapomniany i zniknie zupełnie niepostrzeżenie (podobnie jak niegdyś zniknął niemiecki dialekt dolnośląski) i po latach nikt już za nim nie zapłacze.

Dietmar Brehmer  - przewodniczący Niemieckiej Wspólnoty „Pojednanie i Przyszłość” i Górnośląskiego Towarzystwa Charytatywnego w Katowicach, wiceprzewodniczący Rady Niemców Górnośląskich, autor „Górnośląskiego Magazynu Mniejszości Niemieckiej” w Radio Katowice

Wstecz
wykon: kreatif studio Wszystkie prawa zastrzeżone © Deutsche Gemeinschaft